Otwierasz oczy i wszystko wokół widzisz pierwszy raz. Rozejrzyj się dobrze. Wstań, przejdź się. Zwiedź swoje mieszkanie, jakbyś go nigdy wcześniej nie widziała. Wygodne mieszkanie, ciepłe - jest twoje. Te wszystkie ubrania, torebka - jaka ładna - twoja.

Patrz, jacyś ludzie. Kto to jest? To twój mąż, dzieci? Pies? Kot? I choćby nawet nikogo nie było, może właśnie tak jest najlepiej. Oglądaj i dziw się. Patrz, kawa, można sobie zaparzyć. Fajnie, prawda? A potem pewnie będziesz musiała iść do pracy – tak, masz też pracę – ale o tym później, bo nie zrobiłaś najważniejszego – popatrz na siebie. Na swoje ręce i nogi, dotknij włosów, wszystkiego, co masz ochotę zbadać. Popatrz, jaka jesteś. Życie płynie przez ciebie. To cudowne. Podejdź do lustra – patrz – to ty. Dzień dobry. Mhm. Cześć. Hej. Jaka fajna babka. Uśmiech. Mina… Jest ciepło, pijesz kawę, masz siebie, a jeśli jeszcze są wokół jacyś bliscy i wszystkie te znakomite dobra takie jak kanapa, krzesło i stół, to jest naprawdę nieźle. Myślałaś tak kiedyś?

 

Skoro już się urodziłaś, teraz zastanów się, co zrobić z tym wspaniałym życiem, które właśnie się rozpoczęło. Czego pragniesz? Twoim jedynym obowiązkiem jest być szczęśliwą (reszta to pochodne – dodam dla zaniepokojonych). Kiedy spoglądasz na siebie i swoje życie, jakbyś widziała je absolutnie po raz pierwszy, wnosisz do tej perspektywy świeżość i kreację, ponieważ wówczas nie ograniczają cię poglądy i przeżycia, które należą do wczorajszego dnia. Nie ma wczorajszego dnia, zrzuć tę skórę. Jedyne co jest, to nawet nie ta chwila, tylko ZMIANA. Zmiana jest jedynym stałym parametrem twojej egzystencji. Filozof już dawno temu powiedział „Panta rhei” i wszyscy to wiemy, umiemy zacytować, ale nie rozumiemy, jakie praktyczne implikacje wnosi to do codziennego życia.

Wszystko płynie. Ty dzisiejszy, to ktoś inny niż ty w wczoraj. Nie wierzysz? Spójrz na siebie za pięć lat. Czy to będzie ta sama osoba? A za dziesięć? Za dwadzieścia lat? Ta sama osoba? Nie dostrzegasz różnicy, która zachodzi z dnia na dzień, bo zmiana dzieje się powoli, za to nieustannie i nieubłaganie. Nie dostrzegasz także, że twoje ciało, choć z pozoru wygląda na zwartą i stałą strukturę, jest zbiorem maluteńkich cząsteczek, sięga dalej niż ciało fizyczne. Składa się z wielu „powłok”, które zmieniają się dynamiczniej niż postrzegasz pięcioma zmysłami. Z chwili na chwilę. Nie można wstąpić dwukrotnie do tej samej rzeki. W takim razie, można powiedzieć, że i ty sam jesteś zmianą. Kreacją nowego. Kreacją swojego życia. Ale konkretnie – nie wierzysz w moje słowa, ponieważ ogranicza cię bagaż „wczorajszego dnia”, czyli wspomniane już przeżycia i poglądy, które były aktualne wczoraj, a dziś nie są. Tkwisz w nich po pas, bo taki jest nawyk umysłu, i nie widzisz ani tego, co masz, nie czujesz więc, jak cudownie jest to wszystko mieć, a zwłaszcza być (czyli mieć siebie). Ani nie dostrzegasz swoich marzeń, pragnień i potrzeb. Co pomaga na tę przypadłość?

Urodzić się od nowa. Praktykuj rodzenie się od nowa każdego ranka, a zauważysz, ile masz radości i ile zapału, by tworzyć to życie po swojemu i w zgodzie z sercem. Zapewniam cię, jedni odetchną, innych diabli wezmą, ale przecież to nie dla ich zdania o tobie żyjesz, a jeszcze inni podziękują za przetarcie szlaku. Jeszcze raz powtórzę – twój jedyny obowiązek to być szczęśliwą. I jeśli nie zrobiłaś jeszcze wszystkiego, by odnaleźć radość tego życia to znaczy, że wszystko przed tobą. „I co?” – powiesz – „Mam tak po prostu rzucić to wszystko i wyruszyć z tobołkiem w nieznane? Zostawić pracę i dom?” Nie , nie chodzi o spektakularne gesty, ani by przewracać wszystko do góry nogami, ale … jeśli właśnie o tym pomyślałeś, to coś jest na rzeczy :). I warto zawalczyć dla siebie o takie doświadczenie. A rodzina i praca? – skoro już ten dylemat rozważamy. No cóż, nie można mieć wszystkiego, ale wreszcie WYBIERZ.

W życiu wielu ludzi przychodzi taki moment, że wstają rano i mówią: „Nie wierzę – to jest moje życie? Jak do tego doszło? Nie chcę tak. Zmieniam. Jak to się stało, że tkwiłem w tym przez tyle lat?!„ Tak się dzieje, kiedy dotarli już do kresu życia wbrew sobie. Są też chwile przełomowe, jak odejście dzieci z domu lub kryzys środka życia, kiedy kończy się pewien etap, zmuszając nas do dokonania bilansu. Tak, taka chwila może nadejść… Ale możesz także sam zaprosić ją do swojego życia już teraz. I dać sobie szansę.

Więc wyobraź sobie, że każdego ranka rodzisz się na nowo…Popatrz na to wszystko. Poczuj wdzięczność. Zachwyt. Dostrzeż wreszcie, jak hojnie zostałeś obdarowany i jakie masz możliwości. Ale nie zgadzaj się na tę „byle jakość” swojego życia. Nie zgadzaj się na pogrzebanie marzeń. Tak, chcę cię zbuntować, byś nigdy nie poddała się, walcząc o swoje serce. A więc zmieniaj i twórz. Wiatr zmian wieje stale, czasem słabiej czasem silniej, nastaw żagiel. Złap za ster. Walcz, będą burze, będzie i słońce. Ale żyj pełną piersią, i kiedy będziesz umierała, nie żałuj niczego, bo żyłaś naprawdę.

A teraz wyobraź sobie, że Z KAŻDĄ CHWILĄ rodzisz się na nowo. Z każdą chwilą tak właśnie jest…

Poeta rozumie i, choć także przemija, zostawia skarby swojej kreacji. Żyjmy tak i my.


 

„Nic dwa razy się nie zdarza
i nie zdarzy. Z tej przyczyny
zrodziliśmy się bez wprawy
i pomrzemy bez rutyny.

Choćbyśmy uczniami byli
najtępszymi w szkole świata,
nie będziemy repetować
żadnej zimy ani lata. „

Wisława Szymborska


 

Tekst ukazał się na portalu Zwierciadlo.pl